Spadasz po raz któryś z rzędu ze swojego projektu, czy to na ściance czy w skałach i masz już tego dość. Bo przecież byłaś/byłeś tak blisko i znowu się nie udało. Znowu musisz zaczynać od początku. To nie tak miało być i dlaczego Ciebie to znowu spotyka.
Wielkie słowo, które od razu pojawia się nam w myślach. Bo jak inaczej nazwać to, że po raz kolejny z jakiegoś powodu nie dochodzisz do stanu? Ostatnio mądra osoba powiedziała mi:
„Porażka jest wtedy, jak leżysz w grobie, bo już nic nie możesz zrobić”
I dało mi to do myślenia. A jeśli ten temat jest dla Ciebie ciekawy zapraszam do tekstu poniżej.

Myślę, że warto zacząć od oddzielenia dwóch rzeczy: faktu od jego interpretacji. Faktem jest: nie zrobiłam drogi. Natomiast myśli: jestem słaba, zawiodłam, powinnam była ją zrobić, inni są lepsi ode mnie — to już interpretacja tego, co się wydarzyło.
I właśnie ta interpretacja często wywołuje dużo większe emocje niż samo odpadnięcie. Możesz przecież nie zrobić drogi i jednocześnie świetnie się wspinać. Możesz poprawić technikę, zrobić ruch, którego wcześniej nie potrafiłaś/łeś, lepiej rozłożyć siły albo pierwszy raz polecieć w miejscu, w którym wcześniej brałaś/łeś blok. Możesz też po prostu mieć dobry dzień w skałach, mimo że na koniec nie wpiszesz żadnego nowego przejścia.
Brak przejścia mówi tylko tyle, że tym razem nie udało Ci się zrobić całej drogi od początku do końca. Nie mówi, jakim jesteś wspinaczem. A już tym bardziej nie mówi, jakim jesteś człowiekiem.
Cele są potrzebne. Dają kierunek treningowi, pomagają podejmować decyzje i motywują do pracy. Nie ma nic złego w tym, że ktoś bardzo chce zrobić 7a, 8a czy swoje pierwsze 6a. Sama lubię mieć cele i lubię trudne wyzwania.
Czasami jednak cel wspinaczkowy przestaje być tylko celem. Gdzieś po drodze zaczynamy myśleć: jak zrobię tę drogę, będę naprawdę dobrym wspinaczem; udowodnię sobie, że potrafię; pokażę innym, że jestem mocna; w końcu będę z siebie zadowolona.
I wtedy przejście zaczyna pełnić zupełnie inną funkcję. Nie chodzi już tylko o wspinanie. Sukces ma sprawić, że poczuję się lepiej ze sobą.
I tutaj robi się ciekawie również z punktu widzenia psychologii sportu.
Co mówią badania
Przegląd badań nad Self-Determination Theory w aktywności fizycznej pokazuje, że bardziej autonomiczne formy motywacji są generalnie związane z korzystniejszymi efektami dotyczącymi utrzymywania aktywności i dobrostanu. Autorzy wskazują również, że orientacja na ego — czyli koncentracja na porównywaniu się z innymi i potwierdzaniu własnych kompetencji — wydaje się wśród wspinaczy mniej powszechna i mniej korzystna. Z kolei nastawienie na zadanie, własny rozwój i cele, które mają dla nas osobiste znaczenie, wiąże się z motywacją i lepszym wykonaniem.
Jedną z najbardziej znanych teorii opisujących motywację jest Self-Determination Theory (SDT) Edwarda Deciego i Richarda Ryana. W dużym uproszczeniu możemy wyobrazić sobie motywację jako kontinuum. Z jednej strony znajduje się działanie bardziej autonomiczne: robię to, bo chcę. Wspinanie sprawia mi przyjemność, lubię wyzwania, chcę sprawdzić, czy uda mi się rozwiązać problem, interesuje mnie sam proces albo po prostu ten cel jest dla mnie ważny.
Z drugiej strony pojawia się coraz więcej kontroli i presji: muszę zrobić tę drogę, nie mogę teraz zrezygnować, tyle już w nią włożyłam, inni ją zrobili, powinnam być na tym poziomie.
Szczególnie interesujące w kontekście wspinania jest pojęcie introjected regulation. Chodzi o sytuację, w której presja nie musi już pochodzić od trenera, partnera wspinaczkowego czy znajomych. Sami zaczynamy wywierać ją na siebie. Działamy między innymi po to, aby uniknąć poczucia winy czy wstydu albo żeby podtrzymać poczucie własnej wartości i dumy.
I myślę, że we wspinaniu łatwo zauważyć różnicę pomiędzy zdaniami: „Bardzo chcę zrobić tę drogę” i „Muszę zrobić tę drogę, żeby udowodnić, że jestem wystarczająco dobrym wspinaczem”.
Na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie. W obu przypadkach możemy trenować, próbować, wracać na projekt i bardzo mocno walczyć. Ale psychologicznie to nie jest to samo.

Oczywiście, że sukces może sprawić, że poczujemy się świetnie. Robisz projekt, nad którym pracowałaś kilka miesięcy, wpinasz się do łańcucha i jest euforia. Czujesz dumę, satysfakcję i większą pewność siebie. Nie ma w tym nic złego.
Problem pojawia się raczej wtedy, kiedy potrzebujemy wyniku, żeby poczuć się wystarczająco dobrze ze sobą. Wtedy sukces przestaje być tylko efektem pracy, a zaczyna być sposobem na regulowanie własnej samooceny. Zrobiłam — jestem dobra. Nie zrobiłam — jestem słaba. On zrobił, ja nie — jestem gorsza.
I tu zaczyna się pułapka. Możesz zrobić swoją wymarzoną cyfrę i przez chwilę będzie fantastycznie. Tylko co później? Pojawi się kolejna droga, kolejna cyfra, ktoś zrobi coś trudniejszego albo następnego dnia przyjdziesz na ściankę i nie będziesz w stanie zrobić bouldera dwa stopnie poniżej swojego maksa.
Dlatego nie powiedziałabym, że sukces nie ma wpływu na to, jak się czujemy. Ma. Może dać ogromną satysfakcję, dumę i zwiększyć poczucie kompetencji. Ale nie powinien być warunkiem tego, żebyśmy mogli dobrze myśleć o sobie.
Żadna droga nie zrobi za nas pracy związanej z akceptacją siebie. I dlatego warto czasem zadać sobie pytanie: czy chcę zrobić tę drogę, czy potrzebuję ją zrobić, żeby coś sobie udowodnić?
A nawet mogę z całą pewnością stwierdzić, że najtrudniejsze przejścia są możliwe, tylko dlatego, że ktoś nie zrezygnował. Ja wspinam się na tym poziomie, dlatego, że dalej się wspinam. Gdybym zrezygnowała, gdy miałam kryzys (a miałach ich sporo) to bym się nie wspinała. Póki jestem w grze cały czas mam szanse. Ale nie zmienia to faktu, że czasami warto coś odpuścić. Dlatego, jeśli masz kryzys na projekcie zadaj sobie te pytania:
Co mówią badania?
Odpuszczenie też może być decyzją
W tym miejscu warto wrócić do Self-Determination Theory. Jedną z podstawowych potrzeb psychologicznych opisywanych w tej teorii jest autonomia, czyli poczucie, że nasze zachowanie jest zgodne z nami i że mamy możliwość dokonywania wyboru.
Duża metaanaliza dotycząca sportu i aktywności fizycznej, obejmująca 131 niezależnych prób i 38 844 uczestników, wykazała, że wsparcie autonomii było związane z bardziej autonomiczną motywacją i dobrostanem, a negatywnie z dystresem. Autonomy support in sport and exercise settings — systematic review and meta-analysis
We wspinaniu bardzo łatwo mierzyć sukces. Albo wpięłaś/łeś się do łańcucha, albo nie. Albo zrobiłaś/łeś boulder, albo nie. Tyle że progres nie zawsze jest tak zero-jedynkowy.
Możesz nie zrobić drogi, ale przestać brać blok przed trudnym ruchem. Możesz pierwszy raz polecieć w cruxie, znaleźć lepszy patent, nauczyć się odpoczywać, poprawić technikę albo zrobić ruch, którego miesiąc wcześniej nie potrafiłaś/łeś. Możesz też lepiej radzić sobie z presją albo przestać traktować każdą próbę jak egzamin.
I nadal nie mieć przejścia.
To nie znaczy, że wynik przestaje być ważny. Jeśli trenujemy sport, naturalne jest, że chcemy być coraz lepsi. Chodzi raczej o to, żeby wynik był informacją o naszym wspinaniu, a nie oceną naszej wartości.
Nie mam na to odpowiedzi odpowiedzi.Uważam, że jest to bardzo osobista decyzja. Bez względu na to co postanowisz, działaj tak, żeby ta decyzja okazała się dla Ciebie dobra. I to właściwie cały sekret.
A na koniec zostawię Ci jedną myśl, którą zawsze powtarzam sobie w momentach kryzysu:
Jeśli chcesz zacząć trenować, ale nie wiesz, co obecnie najbardziej ogranicza Twoje wspinanie, możesz zacząć od rozmowy z trenerem. Praca ze wspinaczami to dla mnie duże źródło satysfakcji i radości. Ja po prostu bardzo lubię to robić. Więc napisz do mnie – wspólnie stworzymy super plan 🙂